Where the world comes to study the Bible

„Trzy ważne pytania”

Related Media

Tłumaczenie Hanna Kowalczyk.

W przeszłości bardzo lubiłem pływać i uważałem się za dobrego pływaka ( nigdy nie domyślilibyście się tego, patrząc na mnie teraz. Proszę, żadnych komentarzy.) W każdym razie, z racji tego, że moi rodzice byli wojskowymi, mieszkaliśmy w pobliżu wojskowej bazy lotniczej. I jak większość, jeżeli nie wszystkie, wojskowe bazy w Kanadzie, ta miała kilka krytych i kilka odsłoniętych basenów. Kiedy byłem nastolatkiem, odwiedzałem regularnie te „wodne dziury” latem z moimi przyjaciółmi. Spędzaliśmy tam godziny popołudniami, wygrzewając się w słońcu i bawiąc w basenie.

Ale w pobliżu było również kilka jezior ( to raczej niemożliwe dorastać w Nowej Szkocji i nie mieszkać blisko jezior). Miałem bliskiego przyjaciela, którego rodzice byli właścicielami chatki na brzegu jednego z takich jezior. Tak więc całą gromadą często chodziliśmy nad to jezioro na ryby, żeby popływać i po prostu dobrze się bawić.

Pewnego razu ja i mój przyjaciel postawiliśmy sobie wyzwanie przepłynięcia jeziora przy całkiem sporym wietrze. Przyjąłem bez wahania ( i nieco bezmyślnie) wyzwanie przepłynięcia jednej czwartej mili i razem przygotowaliśmy się do startu. Ponieważ spędzałem wiele czasu na basenie, uważałem, że będzie to fraszka. Ale okazało się inaczej. Jest istotna różnica miedzy spokojną wodą w basenie, a otwartymi wodami jeziora ( teraz to wiem). Na jeziorze tworzą się fale – i to czasem duże fale, – jeżeli wzbierze wiatr. Podobnie jak z wieloma innymi rzeczami w moim życiu, musiałem nauczyć się twardej lekcji. Być może masz podobne doświadczenia.

W każdym razie mój przyjaciel i ja zanurkowaliśmy i rozpoczęliśmy wyprawę ramię przy ramieniu. Na początku radziłem sobie całkiem nieźle, ale po niedługim czasie Tim wysunął się na czoło. Po prostu nie mogłem dotrzymać mu tempa, w końcu był o 3 lata starszy ode mnie. Jednak wkrótce możliwość przegrania wyścigu stała się moim najmniejszym zmartwieniem. W momencie, gdy wynurzałem się, żeby zaczerpnąć oddech, fala rozbiła się o moją twarz i bezwiednie napiłem się wody.

Czy kiedykolwiek przydarzyło wam się coś podobnego? Jesteś daleko od brzegu, zmęczony, z trudem oddychasz, a na dodatek nabierasz potężny łyk wody. Nic przyjemnego! Natychmiast zacząłem się dusić i nie mogłem złapać oddechu. Po krótkim czasie moja sytuacja wyglądała naprawdę źle. Szybko dotarło do mnie, że jestem „ w kłopotach” i w żaden sposób nie jestem w stanie temu zaradzić. Pomimo tego, że się dusiłem, próbowałem krzyczeć do Tima. Ale on prawdopodobnie myślał, że żartuję ( usiłując zmusić go do zwolnienia, żebym mógł go w ten sposób dogonić), a może nawet nie dosłyszał z powodu wiatru.

Prawda jest taka, że tonąłem już, kiedy mój przyjaciel dotarł do mnie. Z jakiegoś powodu Tim zatrzymał się i obejrzał do tyłu, żeby zobaczyć, gdzie jestem. Ponieważ nie mógł mnie dostrzec, wpadł w panikę i szybko zawrócił, płynąc w moim kierunku.Kiedy dotarł do mnie, byłem pod wodą. Wielkim atutem Tima była jego wspaniała kondycja fizyczna; był on prawdziwym kulturystą.Chwycił moja rękę i wyciągnął mnie na powierzchnię, tak, że mogłem oddychać. Krótko mówiąc, uratował mi życie. Z jego pomocą dotarłem na brzeg.

Często niezbędny jest ktoś silniejszy lub wyższy rangą, żeby dopomóc nam w czasie potrzeby, nieprawdaż? I kiedy toniesz w okolicznościach życia, nie potrzebujesz dobrej rady, potrzebujesz zbawiciela! Właśnie jego. Pewnej nocy w telewizji kanał wiadomości odtwarzał nagranie człowieka porwanego przez rozszalałą rzekę. Podczas gdy był on miotany przez wody, z głową wynurzającą się na powierzchnię co kilka sekund, można było niemal poczuć smak beznadziejności jego sytuacji. Nikt w patrolującym helikopterze nie dawał mu wiele nadziei. Ten człowiek potrzebował natychmiastowej pomocy. Byli tam pewni życzliwi ludzie, stojący na brzegu rzeki i wykrzykujący mu rady: „ Przypłyń tutaj!”, „ Chwyć się gałęzi!”, „ Płyń silniej!”. Ale znowu, taka rada – jakkolwiek dobrze zamierzona – jest jednak całkowicie bezużyteczna dla osoby przygniecionej przez siłę tysięcy ton pędzącej wody. W sytuacji takiej jak ta, nie płyniesz po prostu tu i tam, nie manewrujesz, ani nie posuwasz sprawy do przodu w żaden inny sposób. Jesteś na łasce wody, potrzebujesz wybawiciela.

Być może niektórzy z was znajdują się teraz w najtrudniejszej sytuacji swojego życia. Jesteś w samym środku tonięcia na jeziorze i wydaje się, że nikt nie słyszy twojego wołania o pomoc. Jesteś schwytany przez prąd skręcających jelita wydarzeń i masz nadzieję, że ktoś rzuci ci linę ratunkową. Czujesz się jak schwytany w sidła królik, wyczerpany i bez sił po wielokrotnych próbach wyzwolenia się o własnych siłach z pułapki myśliwego. Im bardziej się szamoczesz i wyrywasz, tym mocniej pętla okoliczności bez wyjścia zdaje się zacieśniać swój uścisk.

W takich bolesnych i stresujących sytuacjach, powstają przynajmniej trzy przeszywające pytania, które nieustannie torturują nasze nadwątlone dusze, odsłaniając żywe mięso naszych przestraszonych i zranionych serc: „ Czy Bóg jest dobry?”, „ Czy troszczy się o mnie?”,” Czego ode mnie oczekuje?”. Tak jak kot, wdrapujący się na salonowe firanki ku wielkiemu niezadowoleniu właściciela, te małe pytania zagłębiają swe pazury w strukturę naszej duszy, aby ostatecznie zagnieździć się w naszej świadomości. Codziennie toczą walkę z naszymi sercami. Nic nie jest lepszym sprawdzianem naszego zawierzenia się Bożej dobroci, obecności, troskliwej opiece i kompetencji niż ciężkie próby i kryzysowe sytuacje.

W tym momencie właśnie, wiara wielu z nas zaczyna maleć, tracimy pewność siebie, a nasza nadzieja więdnie jak zużyta para bawełnianych spodni. Stajemy się źli na Boga. Odsuwamy od siebie innych ludzi jako naiwnych i całkowicie nieświadomych naszego bólu. Ich reakcja często wydaje się tak płytka i nietrafna, jak tych gapiów, krzyczących na mężczyznę uwięzionego przez rzekę. Ale znowu to pytanie ożywa w naszym umyśle. Czy Bóg jest dobry? Czy się troszczy? Czego On w ogóle ode mnie chce? Oczywiście nie wiem dokładnie, co Bóg czyni w twoim życiu, jednak wiem, że, jeżeli wierzysz w naszego Pana Jezusa Chrystusa, Kapitan twojej duszy może prowadzić cię do miejsc, od których najchętniej trzymałbyś się z daleka, aby przekształcić cię na podobieństwo Chrystusa i przynieść chwałę Jego imieninowi przez to wszystko. On jest dobry i On się troszczy. Nie miej żadnych wątpliwości co do tego (Rzymian 8: 28 – 29: „ A wiemy, że Bóg współdziała we wszystkim ku dobremu z tymi, którzy Boga miłują, to jest z tymi, którzy według postanowienia jego są powołani. Bo tych, których przedtem znał, przeznaczył właśnie, aby stali się podobni do obrazu jego Syna, a On, żeby był pierworodnym spośród wielu braci.”) I wiedz również z całą pewnością, że nic w tym życiu nie może cię oddzielić od niego i od jego zwycięskiej miłości (Rzymian 8: 38 – 39). Jednak On używa najcięższych prób, aby obalić fundamenty naszego samozaufania, pohamować naszą życiową samokontrolę i pogłębić nasze zawierzenie się Jego celom tak, abyśmy mogli mieć udział w Jego świętości. On chce, abyś uczestniczył w duchowym, moralnym ( a pewnego dnia cielesnym, tj. przy zmartwychwstaniu i uwielbieniu naszych ciał) charakterze samego Chrystusa. W tym jest prawdziwe i trwałe szczęście.

Tak więc, twój Ojciec cię kocha. Nie oddalaj się od tej prawdy i nie dawaj przez to diabłu zwycięstwa. Inkarnacja, śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa zwiastuje nam prawdę, raz na zawsze, że Bóg nas kocha i urzeczywistnił swoją miłość do nas przez swego Ducha ( Rzymian 5: 1 – 8: „ …Chlubimy się nadzieją chwały Bożej. A nie tylko to, chlubimy się też z ucisków, wiedząc, że ucisk wywołuje cierpliwość, cierpliwość doświadczenie, doświadczenie zaś nadzieję, a nadzieja nie zawodzi, bo miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który jest nam dany…). Kiedy doświadczenia przynoszą „ dystans” między tobą a Bogiem, zastępcza śmierć Chrystusa jest boskim megafonem, który nieustannie ogłasza: „ Bóg cię kocha”, „ Bóg cię kocha”, „ Przyjdź do domu”.

Tak więc, chociaż nie wiem dokładnie, co przeżywasz teraz, wiem jedną rzecz: Boża niecofająca się miłość do ciebie jest kamieniem węgielnym, dokoła którego został zbudowany twój dom. Jeszcze raz, śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa jest odpowiedzią na pytanie, czy Bóg jest dobry i czy się troszczy. Te odpowiedzi to „ tak” i „ tak”.

Wiem również, że nauczyłem się czegoś bardzo wartościowego tego dnia na jeziorze: są chwile, kiedy potrzebujesz zbawiciela, a nie rady, jakkolwiek dobra by nie była. Są chwile w tym życiu, kiedy Bóg musi opuścić niebo dla ciebie, albo wszystko będzie skończone. Nie mówię tutaj o codziennych zmaganiach, którym stawiamy czoło – jakkolwiek trudne nie są, – ale raczej o tych sytuacjach bez wyjścia, w których tylko sam Bóg może zesłać ratunek. On uczynił tak na krzyżu, pokonał naszego największego wroga, samą śmierć. Ale On chce czynić to dla nas również teraz, w naszych „ codziennych zagrożeniach” tego życia. Apostoł Paweł powiedział pewnego razu, ze doświadczył tak straszliwej próby, że zwątpił nawet o swoim życiu, w swoim sercu czuł „ wyrok śmierci”. Ale mówi: „ to zdarzyło się, byśmy mogli nie polegać na sobie samych, ale na Bogu, który wzbudza zmarłych”( 2 Korynt. 1: 9).

Dlatego zwycięska śmierć Jezusa na krzyżu jest wzorcem tego, jak Bóg rozprawia się z „ognistymi próbami” naszego życia dzisiaj. To jest naprawdę dobra nowina dla tych z nas wiszących na końcu liny, próbujących ocalić drogie im życie. To właśnie z myślą o twojej sytuacji, jakakolwiek by nie była, chce pożegnać cię fascynacją historią, prawdziwie wyzwalającą relacją Bożego wszechmogącego wybawienia. To jest historia, która ostatecznie odpowiada na wszystkie te pytania, które prześladują nas w trudnych chwilach: Czy Bóg jest dobry?, Czy się troszczy?, Czego On w ogóle ode mnie chce?

Jest moją modlitwą, żeby, podczas gdy rozmyślasz nad tą historią w obecności samego Boga, wyrył On trwałe odpowiedzi na te pytania w twojej duszy. Prawdopodobnie nie grozi ci wroga armia -tak jak ludziom w tej historii, – ale jednak grozi ci coś, co wydaje się sytuacją bez wyjścia. Jest moją modlitwą, żebyś zobaczył w tym fragmencie Boga pracującego nad twoim życiem.

Tym fragmentem jest 2 Kronik 20. W tej niesamowitej scenie, zajmującej wszystkie 30 wierszy, jesteśmy zaproszeni osobiście przez Ducha Bożego w celu pouczenia, wiary i uwielbienia, aby podpatrzyć, jak Bóg rozprawiał się z królem i jego narodem – władcą i jego ludźmi powalonymi na kolana z powodu rzeczywistej groźby nagłego unicestwienia. Tragedia była tuż tuż, utrata życia wygłodniale gapiła się na naród jak stado wściekłych wilków. Nikt nie był wykluczony – kobiety i ich dzieci, od największego do najmniejszego w kraju – wszyscy stali bez ruchu przed Panem, gorliwie wyczekując Jego reakcji. Przymiotnik „ beznadziejna” w jakiś sposób oddaje ponurość tej sytuacji.

Być może czujesz się teraz podobnie. Nie błądź, są chwile w życiu każdego z nas, kiedy popadamy w rozpacz, łapiemy oddech na jeziorze, opadamy na dno. Być może jesteś wyczerpany, pełen obaw, nawet w o własne życie. Być może jest tak właśnie teraz. Powodem mogą być pieniądze, zdrowie, przemoc, narkotyki, rząd twego kraju lub jeszcze coś innego. Każdy chrześcijanin będzie musiał krzyczeć do Boga o ratunek – ratunek, który tylko On będzie w stanie przynieść.

Ten epizod z 2 Kronik został celowo przygotowany przez Ducha Bożego dla wszystkich pokoleń Bożych ludzi. Pokazuje nam skalę Bożych wysiłków, aby wyratować tych, których nazywa swoja własnością. Wybierzmy się na krótką przechadzkę po tym fragmencie. Otwiera się on realnością i pewnością zbliżającej się wojny, rozlewu krwi, zniszczenia i nędzy ( 20: 1 – 4), a zamyka śpiewem i pokojem ( 20: 28 – 30). W tym przejściu od lamentu do chwały przypomina Psalmy, odzwierciedlając tak jak one podstawowe doświadczenie świętych, którzy podróżują przez ziemię gorzkich zmagań, aby ostatecznie dotrzeć do bezpiecznej kryjówki radosnego zaufania Bogu. Główna historia zawarta w tym fragmencie ma trzy warstwy. W pierwszej narrator odtwarza skoncentrowaną wokół Boga modlitwę króla Jehoszafata ( 20: 5 – 19). Zwróć uwagę na odwołanie się króla do Bożej niepodważalnej suwerenności ( w.6) i Jego celów dla swojego ludu zawartych w przymierzu ( ww. 8 – 10). I dopiero wówczas, po uznaniu, kim Bóg jest, ten mądry król kończy wezwaniem do Boga o Jego boskie wyzwolenie ( ww. 10 – 13; Mat. 6: 9 – 13). Po drugie, dowiadujemy się o Bożej odpowiedzi w rozdziale 20: 14 – 19. Niesamowite! Natychmiast po poście i modlitwie, Boży Duch wkracza do akcji. Oby Bóg dał ci oczy, abyś widział i uszy, abyś słyszał…oraz odpowiedzi na trzy fundamentalne pytania – odpowiedzi przygotowane specjalnie dla ciebie. On uwielbia mówić bezpośrednio do swoich dzieci ( Jan 10: 14).

2 Kronik 20:

„ Po tych wydarzeniach ruszyli Moabicie, Ammonici, a z nimi także niektórzy Maronici na wojnę z Jehoszafatem. I przyszli posłańcy do Jehoszafata z doniesieniem: Ruszyło przeciwko tobie wielkie wojsko z tamtej strony morza, z Domu i oto są już w Chaseson – Tamar, to jest w En – Geni. Wtedy Jehoszafat zląkł się i postanowił zwrócić się do Pana, ogłosił też post w całej Judzie. Zebrali się więc Judejczycy, ażeby zwrócić się do Pana o pomoc, również ze wszystkich miast judzkich przyszli, żeby szukać Pana. Jehoszafat stanął wobec zgromadzenia Judy i Jeruzalem w świątyni Pańskiej przed nowym dziedzińcem i rzekł: Panie, Boże ojców naszych! Czy Ty nie jesteś Bogiem w niebiesiech? Ty władasz nad wszystkimi królestwami narodów. W Twoim ręku jest siła i moc i nie ma takiego, kto by Ci mógł sprostać. Czy nie Ty, Boże nasz, wypędziłeś mieszkańców tej ziemi przed swoim ludem izraelskim i dałeś ją potomstwu Abrahama, przyjaciela swego, na wieki?

Oni zamieszkali w niej i zbudowali w niej świątynię imieniu twemu, powiadając:, Jeżeli spadnie na nas nieszczęście, miecz karzący, zaraza czy głód, to staniemy przed tą świątynią i przed twoim obliczem, gdyż Twoje imię mieszka w tej świątyni i będziemy wołać do Ciebie z głębi naszego ucisku, a Ty wysłuchasz i ocalisz.

Oto właśnie teraz Ammonici, Moabici mieszkańcy gór Seiru, do których nie pozwoliłeś wkroczyć Izraelowi, gdy szedł z ziemi Egipskiej, tak, iż ominęli ich i nie zniszczyli, właśnie oni tak nam się odpłacają, że ruszają na nas, aby nas wypędzić z twojego dziedzictwa, które dałeś nam w posiadanie. Boże nasz! Czy ich nie osądzisz? Bo myśmy bezsilni wobec tej licznej tłuszczy, która wyruszyła przeciwko nam; nie wiemy też, co czynić, lecz oczy nasze na Ciebie są zwrócone.

Podczas tego stali przed Panem wszyscy Judejczycy, nawet ich małe dzieci, ich kobiety i synowie. A wtedy podczas tego zgromadzenia, Duch Pański spoczął na Jachazielu, synu Zachariasza, syna Benjasza, syna Jaiela, syna Mattaniasza, Lewicie, z potomków Asafa, i ten rzekł: Posłuchajcie uważnie wszyscy Judejczycy wy, mieszkańcy Jeruzalem i ty, królu Jehoszafacie! Tak mówi do was Pan: Wy się nie bójcie i nie lękajcie się tej licznej tłuszczy! Gdyż nie wasza to wojna, ale Boża. Jutro zejdźcie się naprzeciw nich, pójdą oni stokiem Sis, a natkniecie się na nich na skraju doliny przed pustynią Jeruel. Nie waszą rzeczą będzie tam walczyć, ustawcie się tylko i stójcie i oglądajcie ratunek Pana, o Judo i Jeruzalemie! Nie bójcie się i nie lękajcie się! Jutro wyjdźcie przed nich, a Pan będzie z wami!

Wtedy Jehoszafat pochylił głowę twarzą aż do ziemi, a także wszyscy Judejczycy i mieszkańcy Jeruzalem padli przed Panem, oddając pokłon Panu. Lewici zaś z rodu Kehatytow i z rodu Korachitow wstali, aby chwalić Pana, Boga Izraelskiego, głosem nader donośnym. Wstawszy wcześnie rano, wyruszyli na pustynie Tekoa. A gdy wyruszali, Jehoszafat stanął i rzekł: Słuchajcie mnie Judejczycy i mieszkańcy Jeruzalemu! Zawierzcie Panu, waszemu Bogu a ostaniecie się! Zawierzcie jego prorokom, a poszczęści się wam.

A naradziwszy się z ludem, wyznaczył śpiewaków dla Pana, którzy odziani w święte szaty mieli kroczyć przed zbrojnymi i śpiewać hymn pochwalny: Wysławiajcie Pana, albowiem na wieki trwa łaska jego. Gdy tylko zaczęli śpiewać radosne pienia pochwalne, Pan zastawił zasadzkę na Ammonitow, Moabitów i mieszkańców pogórza Seir, którzy ruszyli na Judę i zostali pobici. Ammonici i Moabicie wystąpili bowiem przeciwko mieszkańcom pogórza Seir, aby ich doszczętnie wytracić, a gdy wybili mieszkańców Seiru, dopomogli sobie nawzajem do zguby. Gdy zaś Judejczycy doszli do wieży strażniczej u wejścia na pustynię i spojrzeli na tłuszczę, oto wszędzie leżały trupy na ziemi i nikt nie ocalał. A gdy Jehoszafat i jego lud zbrojny zabrali się do zagarniania łupu, znaleźli wiele bydła, różnego mienia, szat i kosztownych naczyń i nabrali tyle, że nie mogli unieść. Trzy dni zagarniali łup, gdyż był tak obfity. Czwartego dnia zebrali się w dolinie Beraka, tam bowiem błogosławili Pana; dlatego miejscowości tej nadali nazwę Dolina Beraka i nosi ją ona do dnia dzisiejszego.

Potem powrócili wszyscy mężowie judzcy i jeruzalemscy na czele z Jehoszafatem do Jeruzalem, a wrócili radośni, gdyż Pan uradował ich wyzwoleniem od ich nieprzyjaciół. I wkroczyli do Jeruzalem przy dźwiękach lutni i cytr i trąb, i poszli do świątyni Pańskiej. I padł strach przed Bogiem na wszystkie królestwa ziemi, gdy usłyszano, że Pan walczył z nieprzyjaciółmi Izraela. A królestwo Jehoszafata zażywało spokoju, którego jego Bóg zewsząd mu udzielił.”

Related Topics: Theology Proper (God), Devotionals